Nie czytaj tego. Bo od dziś nie będzie miejsca na wymówki…
10 stycznia 1962 roku na niebie świeciło piękne słońce, choć społeczność stanu Massachusetts narzekała na ujemną temperaturę. Tego dnia, chwilę po ciężkim porodzie, Judy Hoyt zamiast słów wsparcia, usłyszała opinię medyczną o swoim nowonarodzonym synu Dicku. Usłyszała, że podczas porodu pępowina owinęła się wokół jego maleńkiej szyi i zacisnęła niczym pętla. Spowodowała silne niedotlenienie maleńkiego mózgu a w konsekwencji – spastyczne, czterokończynowe porażenie mózgowe. Obie półkule mózgu Dicka były uszkodzone. Nie był w stanie kontrolować swoich mięśni. Kilku lekarzy nie dawało mu najmniejszej szansy na funkcjonowanie inne niż „warzywo”. Nie zostawili nawet cienia nadziei.
Dick nie mógł mówić, ani nawet poruszać się. Jednak jego rodzice nie poddali się. Wkrótce zauważyli, że podąża oczami, gdy oni przemieszczają się. Pojawiła się iskierka nadziei. Judy poświęciła każdą chwilę swojego życia, by nauczyć Dicka choćby najprostszej komunikacji.
Gdy miał 10 lat, skonstruowano dla niego specjalny komputer, aby mógł w prosty sposób porozumiewać się z otoczeniem. Szybko opanował jego obsługę i wreszcie w wieku 13 lat został oficjalnie przyjęty do szkoły publicznej. W 1993 roku skończył nawet studia na wydziale Pedagogiki Specjalnej.
Ale… to nie on jest bohaterem dzisiejszego wpisu…
Gdy miał 15 lat, po lekturze magazynu sportowego zapytał swojego ojca – Ricka Hoyt:
„Tato! Może przebiegłbyś ze mną bieg na 5 mil?”
Rick był zaskoczony. Nigdy wcześniej nie biegał. Nigdy nie uprawiał sportu. Ale wyzwanie, które mu rzucił syn, było silniejsze. Rick zaczął trenować. Bieg, bieg z wózkiem inwalidzkim, bieg z wózkiem i Dickiem na wózku…
… i pobiegli. Po biegu Dick wyznał:
„Tato, gdy biegniemy, czuję się jakbym nie był niepełnosprawny”
Po pierwszym biegu był drugi i trzeci i kolejne, gdy Dick powiedział:
„Tato! Może przebiegłbyś ze mną maraton?”
Przebiegli. Ten i wiele następnych.
W głowie Dicka zakiełkował kolejny odważny pomysł:
„Tato! Może przebiegłbyś ze mną triatlon Ironman?”
Triatlon Ironman to najbardziej morderczy triatlon. Trzeba przepłynąć 3,8 km, przejechać na rowerze 180 km i przebiec 42,2 km to wszystko maksymalnie w 17h. To jeszcze nic… Rick nie potrafił pływać i panicznie bał się wody.
Triatlon Ironman zaliczyli. 6 razy. Zobacz tu:
Tak się zastanawiam…
… jakie Ty wymyślasz wymówki, aby nie działać?
Jakie wymyślasz powody, by nie działać, by nie odnosić sukcesu, by nie inwestować, by się nie rozwijać?
Mówisz – nie dziś, nie teraz, nie mam czasu, nie mam wiedzy, czy cokolwiek innego.
Od dzisiaj, za każdym razem kiedy wymyślisz sobie wymówkę, przypomnij sobie Ricka przebiegającego triatlon Ironman.
Napisz w komentarzu co o tym myślisz.
Więcej wiadomości o triatlonie: Wikipedia, WWW
Więcej informacji o Hoyt Team: Wikipedia, WWW





Hej. Serio cieszę się, że znalazłam tego bloga. Stało się to totalnie przypadkowo w czasie przekopywania neta w poszukiwaniu czegoś o turystyce. Ekstra, że ktoś porusza interesującą mnie tematykę i to co więcej robi to w lekki sposób. Mam nadzieję, że dostęp do takich treści nie będzie blokowany lub limitowany po niedawnym podpisaniu umowy ACTA przez Polskę
P.S. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to można by jeszcze troszkę popracować nad szatą graficzną. Pozdrawiam Magda
Niesamowite, czego może dokonać człowiek, jeśli naprawdę na czymś mu zależy… Niesamowite, jak wielu ludzi użala się nad sobą, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo tak naprawdę są szczęśliwi… pozdrawiam serdecznie i życzę WSZYSTKIM zadowolenia z życia i osiągania swoich marzeń oraz celów życiowych
P.S. Przepraszam ale nie zauważyłem, że jest to strona biznesowa a w moim tekście odniosłem się do strony moralnej co nie ma nic wspólnego z inwestowaniem i ze współczesnym pojęciem ekonomi. proszę jednak o nie kasowanie mojego wpisu.
Pozdrawiam
Cudowny film. Pokazuje jak można spełniać czyjeś marzenia. A co z naszymi? Czy mamy je zmieniać pod kątem innych – nawet tych najbliższych? Co z symbiozą? Co ze zrozumieniem przez otoczenie? Przenieśmy się na chwilę do Polski. Przyziemna rzecz – finanse:
1. Wózek do biegania od 4tys nawet do kilkunastu tysięcy!
2. Wózek z rowerem – od kilku do kilkudziesięciu tysięcy!!!
3. Ponton – 30zł w Tesco ale nie wiem czy wytrzyma podczas pierwszego pompowania
4. Dofinansowanie z PEFRON – co 5lat na wózek więc kalkulując lekko za 10lat możemy mieć najwcześniej wózko-bieg i rowero-wóz
-Kolejna sprawa to drogi a raczej ich brak więc do cen należy doliczyć ekstra kilka-kilkanaście tysi do przygotowania terenowego pojazdów.
Może warto by było powalczyć o godne życie osób niepełnosprawnych w ogóle a nie tylko jednostkowo! Wszyscy są bardzo skorzy do pomocy ponieważ „nikt” się tymi ludźmi nie opiekuje! „Nikt” nie pomaga !!! Ale są lekarstwa, rehabilitacja, operacje… to wszystko kosztuje na całym Świecie. Leczenie jest kosztowne tym bardziej im bardziej jesteśmy chorzy! Nie dziwi to nikogo? Dla czego ludzie umierają na białaczkę czekając w kolejce bo nie stać ich żeby zapłacić i wyleczyć się prywatnie. Czy rodzina musi się „wypompować” z wszystkiego nawet z własnego życia żeby pomóc swojemu dziecku czy rodzinie? Raczej mało prawdopodobne (choć pewnie się zdarza), że odmówimy własnemu dziecku pomocy!!! Przykład tego człowieka nie jest dla mnie przykładem żadnego heroizmu!! On spełnił marzenie swojego dziecka!!! TO JEST NORMALNE!!! Podejrzewam, że dla nie jednego rodzica wejście na 4 piętro dzień w dzień jest takim samym heroizmem!!! Dla czego nie pokaże się polskiej rodziny! To jest heroizm!!! A nie ktoś z U.S. and A, kto prawdopodobnie parkuję wielkie auto przed własnym domem z ogrodem (mogę się mylić za co przepraszam).
Konkluzja:
Nikt tym ludziom nie pomoże i nie będzie pomagał dopóki nie zrozumiemy iż motorem napędowym gospodarki jest popyt i podaż! Dopóki kupujemy wózki jest interes i państwo ma pozorny zysk. Dopóki ludzie się litują wspierając jednocześnie daje się przyzwolenie na taki stan rzeczy. Co zatem zrobić? Nie pomagać!? Oczywiście, że pomagać ale również zacząć myśleć jak rozwiązać problem tych ludzi i ich rodzin aby mogły realizować nie tylko marzenia swoich ukochanych – niepełnosprawnych ale również i swoje. Jeśli ktoś z Państwa dotarł do końca mojego tekstu i ma jakieś pomysły bądź szuka pomocy to proszę o kontakt na maila: bassetla@wp.pl . Pozdrawiam. Wojtek
To jest niesamowite i wzruszające….godne podziwu i dla ojca i dla syna…
ważne -nigdy się nie poddawaj:))
Kurna aż się normalnie wzruszyłem jak to przeczytałem.
Nigdy nie szukam wymówek, przeczytałem to z ciekawości i mnie poruszyło.
Panie Sebastianie – dziękuję za miłą prywatną wiadomość, którą otrzymałem. Mam nadzieję, że przedstawione możliwości się Panu zdecydowanie spodobały.
Wracając do tematu wymówek, polecam lekturę wszystkich postów na tym blogu o wymówkach http://blog.best.pl/?tag=wymowki
Jest wiele sposobów, które pomagają w odróżnieniu wymówki od prawdziwego powodu. Jednym z najprostszych jest zadanie sobie pytania – czy „problem”, który przede mną stoi, kiedykolwiek rozwiązał ktoś, kto miał podobną sytuację jak ja? Jeśli odpowiedź jest twierdząca – najprawdopodobniej mamy do czynienia z wymówką.
Wymówka…? Ale cóż to takiego? Czy problem, przeszkoda też jest wymówką?
Przedstawiony powyżej przykład zwycięstwa nad samym sobą, heroizmu i łamania wszelkich barier jest wspaniałym przykładem, który powinien motywować każdego. Przykład, który wręcz wyrywa serce z piersi, krzycząc weź się do roboty działaj, tylko ty jesteś problem dla sukcesu, który możesz i powinieneś odnieść!
Jakie wymyślasz powody, by nie działać, by nie odnosić sukcesu, by nie inwestować, by się nie rozwijać?
Nadchodzi czas masz pasję, chęci i silną wolę chcesz podnieść krzyk w formie: Tu jesteś i to jest właśnie Twój czas, czas na inwestycję a może firmę, ogólnie na sukces!
I czy jest wymówką jeżeli stoisz w tej chwili przed wyborem, zapłacić 500zl za kurs, który „MOŻE” wskaże Ci drogę i „MOŻE” polepszy Twoją sytuację finansową a wiesz na pewno, że te 500zł to 1/3 Twojej wypłaty i twoja rodzina powie: Tak zaryzykuj my nie musimy jeść w tym miesiącu! Czy to wymówka? Czy jednak może innej skali niż przedstawiony problem, czy wybór rodziny a nie „MOŻLIWOŚCI” jest znakiem Twojej słabej motywacji?
Czy każdy problem jest wymówką? Czy to powód, czy przeszkoda, która uniemożliwia, albo zamyka wręcz drogę do działania?
Czy nazwanie takiej sytuacji wymówką nie jest już snobizmem? Bo Ciebie nie stać, to znaczy nie zasługujesz na to, to nie dla Ciebie, to tylko dla wybranych!
Wzruszyłam się oglądając wideo. Kolejny raz potwierdza się, że nie ma rzeczy niemożliwych, to tylko brak odwagi, konsekwencji, „spycha” nas do wymówek, które hamują każdą inicjatywę.Dziękuję bardzo za tę informację, która wsparła mnie w moich działaniach !
JA PIERDZIELE, ALE TO DAJE KOPA!!!!
SAM BORYKAM SIĘ Z DUŻO MNIEJSZYM PROBLEMEM NIŻ TEN WSPOMNIANY W ARTYKULE ALE RZECZYWIŚCIE NIE NALEŻY SIĘ PODDAWAĆ BO OGRANICZENIA CZASAMI DAJĄ NAM SIŁĘ!
To jest wpis, który powinnam wydrukować, powiesić na ścianie i rozdać wszystkim mi bliskim.
Od dziś nie będzie miejsca na wymówki !!!